Historia i sztuka

6 marca 2015
Kategorie: Sztuka Tagi: Tagi: ,

Koń, jaki jest, każdy widzi?

Opublikowano: 06.03.2015, 20:01

Podejrzewam, że każdy, kto nie ma autentycznego wrodzonego talentu artystycznego, poległ kiedyś w swoim życiu na próbie narysowania konia. Koń to naprawdę trudne zwierzę do sportretowania – a może mamy tego świadomość dlatego, że koni w sztuce jest chyba więcej niż jakichkolwiek innych zwierząt, więc łatwiej spotkać się z nieudanymi próbami? No i oczywiście tytułowe: wszyscy (w każdym razie w naszym kręgu kulturowym) wiemy, jak koń wygląda… O wielu dziełach sztuki przedstawiających (lub tylko zawierających) konie można by osobne notki pisać, o rozmaitych związanych z tym szczegółowych tematach takoż, więc póki co tylko bardzo ogólny przegląd – jak widziano te wydawałoby się tak dobrze nam znane zwierzęta…

Sztuka zaczęła się od przedstawień zwierząt – świadczą o tym malowidła naskalne z Lascaux i Altamiry, a mnóstwo innych nieco późniejszych zabytków wskazuje, że człowiek odczuwał potrzebę przedstawiania istot mu towarzyszących, na które najpierw jedynie polował, a potem zaczął je oswajać, hodować, przysposabiać do swoich potrzeb i coraz bardziej włączać w swoje życie. Już w obu słynnych jaskiniach napotykamy koniowate – i najwyraźniej paleolityczni malarze nie mieli wielkich problemów z ich namalowaniem. Może te proporcje trochę dziwaczne – na takich małych krótkich nóżkach tak potężne ciało? Ale same nogi całkiem dobrze odmalowane, kształtne, sprawnie kreską tylko zarysowane.

konie preh

Potem to różnie bywało. Oczywiście nie można wszystkich naiwności i niedoskonałości w sposobach ukazywania konia w malarstwie czy rzeźbie upatrywać wyłącznie w braku talentu twórców, ale także nie należy wszystkiego zrzucać na konwencje stylistyczne i przedstawieniowe epoki. Były takie obszary, gdzie siłą napędową rozwoju sztuki było dążenie do realizmu (starożytna Grecja na przykład), były takie, gdzie stylistycznie sztuka praktycznie nie zmieniała się przez tysiąclecia (np. takoż starożytny Egipt). Wczesnoarchaiczne koniki greckie są bardzo zgeometryzowane, dekoracyjne, mają niewątpliwy wdzięk i w jakiś nieodgadniony sposób przypominają swoje modele, trochę podobnie jak figury Henry’ego Moore’a przywodzą na myśl ludzkie sylwetki. Już w epoce archaicznej jednak zaczęto kombinować, jakby tu zwierzę choćby trochę bardziej realistycznie przedstawić – autorowi pokazanej poniżej gemmy ujęcie konia od dołu i z profilu jednocześnie wyszło dość dziwacznie, trudno też powiedzieć, co artysta chciał pokazać, ale nie można mu odmówić dobrego oka – jakkolwiek schematycznie ukazana jest muskulatura, oddaje ona najważniejsze cechy końskiego ciała, a i proporcje są całkiem poprawne. Przykłady z IV w. i II w. p.n.e. pokazują, jak między okresem późnoklasycznym a hellenizmem doprowadzono obserwację końskiego ciała i dynamiki ruchu praktycznie do perfekcji. Oczywiście nie oznacza to, że i w czasach, kiedy nie tylko poznano anatomię, ale i ją umiano oddać w materiale rzeźbiarskim czy też w dwuwymiarowym obrazie, nie powstawały nadal dzieła nieudane, z nogami rozbieganymi na wszystkie strony, za długimi szyjami, z ruchem pokazanym mechanicznie i bez wdzięku.

konie-greek

Ale za to tzw. mozaika Aleksandra (przedstawiająca bitwę pod Issos albo pod Gaugamelą), będąca kopią (z I w. n.e.) malowidła z końca IV w. p.n.e. to istny popis możliwości artystycznych, jeśli chodzi o różnorodne ukazania sylwetki końskiej: mamy tu całą gamę ujęć, z nieźle opracowanymi skrótami perspektywicznymi, z bardzo drobiazgowym potraktowaniem detali anatomicznych. Warto przy tym pamiętać, że technika w tym przypadku ograniczała nieco operowanie kolorem, jego odcieniami i światłocieniem: pewne elementy trzeba było podkreślać kontrastującą barwą, a mimo to stopień realizmu jest imponujący. Mozaika niestety jest dość zniszczona i nie widzimy całego konia Aleksandra Wielkiego, słynnego Bucefała, ale o nim warto by kiedyś osobno.

Alexandermosaicfr

Sztuka zachodnioeuropejska w zasadzie poszła – aż do XX w. – za modelem greckim i po epizodzie średniowiecznym (w przybliżeniu, bo obejmuje to tak naprawdę sztukę późnoantyczną, ale niekoniecznie późnośredniowieczną) zaczęła na nowo odkrywać to, co znane było antykowi klasycznemu: perspektywę, anatomię, dynamikę ludzkiej sylwetki, światłocień. Konie ze średniowiecznych miniatur niekiedy wyglądają tak, że nie mamy wątpliwości, co to za zwierzaki, pomimo daleko posuniętej schematyzacji (ledwie zaznaczona muskulatura, przednie nogi właściwie pozbawione stawów), czasem jednak ma się wrażenie, że są w najlepszym razie jakimiś fantastycznymi koniopodobnymi hybrydami.

koniemed

I potem dość długo artyści będą mieli z koniem problem, nawet ci wielcy. Paolo Uccello, żyjący w XV w. bardzo chętnie malował np. sceny bitewne z udziałem konnicy, ale jakkolwiek konie musiał widywać na co dzień, nie bardzo wychodziło mu oddanie ich sylwetek, nie mówiąc o ruchu. Konia z rzędem temu, kto widział konie skaczące przed siebie z tymi dwiema zadartymi równiutko do góry przednimi nogami, co stało się w zasadzie na dość długie lata standardem w pokazywaniu tego zwierzęcia w ruchu. Oczywiście konia w galopie można uchwycić właściwie z dość dowolnym układem nóg, niemniej przywiązanie artystów do tego konkretnego było wręcz zadziwiające. Równie dziwaczny jest tu koń wierzgający tylnymi nogami, aczkolwiek artyście i tak należy się trochę uznania za próby z końską perspektywą, która nie jest kompletnie z innej planety. Zwłaszcza że wyszły mu te konie i tak w sumie nieco lepiej i żywiej niż późniejszemu Albertowi Altdorferowi na jego skądinąd wspaniałym arcydziele. Często jest tak, że nawet jeśli poza nie jest całkiem nienaturalna, szwankują proporcje i ogólny układ ciała, które nie powinno móc się poruszać tak, jak je namalowano. Dokłada się do tego brak światłocienia, który modelowałby grę mięśni.

Paolo Uccello: Bitwa pod San Romano (ok. 1440); św. Jerzy (ok. 1470, fragment)

Altdorfer-frag

Albrecht Altdorfer, Bitwa Aleksandra Wielkiego pod Issos (1529, fragment)

 Anatomicznie podszedł do konia Albrecht Dürer i właściwie jako pierwszy z wielkich mistrzów narysował go poprawnie (Rycerz, Śmierć i Diabeł, 1513): mięśnie układają się zgodnie z naturalnym ruchem. Anatomicznie w zasadzie bezbłędne są też oczywiście końskie szkice Leonarda, nieco od Dürera wcześniejsze (koniec XV w.), wykonane w związku z niezrealizowanym projektem znanym jako Gran Cavallo: gigantycznej rzeźby zamówionej przez księcia Mediolanu, Ludovica Sforzę. W rezultacie artysta nigdy nie stworzył większej kompozycji z udziałem, konia natomiast niewątpliwie doskonale widział, jaki koń jest, jak rysuje się jego muskulatura, jak uchwycić specyfikę ruchu.

leonardo-durer

W zasadzie później umiano już malować konie „jakie są”, aczkolwiek tu i ówdzie, temu i owemu zdarzały się nadal eksperymenty nieudane, konie wykonujące jakieś dziwaczne, niemożliwe z anatomicznego punktu widzenia ekwilibrystyki. Kolejne stulecia to wielka popularność wizerunków konnych: będą to zarówno sceny batalistyczne, jak i przede wszystkim oficjalne portrety królewskie, a także sceny rodzajowe, ukazujące ludzi z wyższych sfer podczas przejażdżek. Ukazany na koniu władca miał kojarzyć się z męstwem wojennym, zdolnościami przywódczymi – portretowano tak zarówno rządzących jak i ich synów, żeby zasugerować, że już od dzieciństwa byli wprawiani w sztukę wojenną. Koń dodawał postaci władcy heroizmu – aż po XIX w. w zasadzie wszyscy władcy portretowali się konno, podobnie jak sławni dowódcy wojskowi. Poszczególne portrety czy sceny bitewne to znów tematy na osobne wpisy, więc w tym krótkim przeglądzie tylko mała mozaika możliwości i ujęć.

krolewskie

A. van Dyck, portret cesarza Karola V (ok. 1620) D. Velasquez, portret infanta Baltazara Karola (1635) J.-L. David, Bonaparte na przełęczy św. Bernarda (1801)

Dla artystów epoki romantyzmu, takich jak Théodore Géricault czy Eugene Delacroix konie staną się również samodzielnym tematem. Studium dynamiki konia pozostanie wciąż jednym z trudniejszych zadań artystycznych. W drugiej połowie XIX wieku pojawią się też na większą skalę konie inne niż piękne rasowe zwierzęta, których dosiadali władcy – konie pociągowe, wiejskie; tematem sztuki staną się też wyścigi. Niezależnie od stylu w XIX wieku wciąż obserwujemy dążenie do jak najbardziej realistycznego oddania  A w XX wieku postimpresjoniści wrócą do przedstawiania sylwetek koni umownie, ale z jakim zrozumieniem dla anatomii i dynamiki…

nowoczesne

E. Delacroix, Koń przestraszony przez burzę (1824); T. Gericault, Koń arabski biały (przed 1824); F. Marc, Czerwone konie (1911)

 

Komentarze

  1. marlon pisze:

    Świetny tekst porównawczy :)Konie pięknie Kossak malowal :)

    1. Dziękuję. O polskich malarzach koni to zapewne kiedyś napiszę osobno, choćby ze względu na epokę, która mnie szczególnie interesuje :)

  2. Anna M. pisze:

    Fantastyczny artykuł! Dodałabym tu jeszcze dla porównania konie Salvadora Dalego.

  3. Wrzucajcie swoje propozycje koni – zamierzam do tego tematu wracać nie raz, więc równie dobrze mogę napisać którąś notkę wg propozycji czytelników :)

  4. Alicja pisze:

    Interesowała się Pani kiedyś szczególnie historią sztuki konnej w Stanach Zjednoczonych ?

    1. Niestety w bardzo małym stopniu… Tyle, ile przeciętny człowiek zainteresowany epoką :)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.